Przejdź do treści
Wczytuję...

Technika życia. Jak żyć? Przebudzenie.

Technika życia. Jak żyć?

Przebudzenie

Nadchodzi moment kiedy dorastamy, kiedy wszystkie nasze doświadczenia z przeszłości, kiedy wszystko to, w co wierzymy zaczyna stanowić masę krytyczną, kiedy osiągamy taki stan świadomości w którym zdajemy sobie sprawę, że dłużej nie możemy, dłużej tak nie możemy. To moment przełamania, totalnego przebudzenia. Przychodzi do nas w momencie gdy sobie na to zapracujemy. Ciężko zapracujemy. Jest trudny. Czasem bolesny.

Przełamanie jest niezbędne. Musi boleć. Ma boleć. Ból ten jest zdrowy i musimy zacisnąć zęby i wysilić się. Bez tego wysiłku nic się nie uda. Przełamanie musi w końcu nastąpić, szczególnie, jeśli mieliśmy już wiele podejść w przeszłości - oto nastąpił najwyższy czas aby wejść na wyższy poziom. W praktyce - bierzemy najtrudniejsze marzenie, istotę problemu na warsztat - i z miejsca, tu i teraz zaczynamy wdrażać je w życie. Odkładanie na później to najgorsza droga. I nie zważając absolutnie an nic - sięgnijmy po to, co już dotychczas zdołaliśmy ustalić w kontekście naszej podświadomości. Wiemy przecież już bowiem o tym, że wszystkie nasze lęki i blokady to programy tkwiące w naszej podświadomości, że jesteśmy w stanie ułożyć naszą podświadomość, dobrać się do niej w taki sposób metodyczny, w sposób taki, że będziemy mogli kreować ją w bardzo dużym zakresie.

O problemach wyboru

Ogromną, niesamowitą, być może jednak pozorną przeszkodą jest problem wyboru. W praktyce czasami może chodzić o totalną bzdurę - np. taką jak wybór nazwy danego projektu. Świadomość, że ta jedna decyzja zaważy na przyszłości, że ciężko będzie dokonać jakiejś zmiany na dalszych etapach może tworzyć barierę trudną do przejścia. Efekt - mogą mijać miesiące, lata a my będziemy stać w miejscu z działaniem - gdyż cały czas będziemy odnosili wrażenie, że jeszcze nie jesteśmy gotowi.

Nie ma czasu! Nie zwrócimy sobie tego czasu.

Jest 22 grudnia, godzina 6:11 rano. Muszę uruchomić kilka projektów, jakie planuje od przeszło dekady. Od dekady nie mogę ich uruchomić gdyż zastanawiam się. Ma to być instrukcja jak przełamywać takie problemy. Postanowiłem, że dzisiaj dokonam tego przełamania, że dzisiaj wreszcie zbiorę w sobie wszelkie możliwe pokłady energii i choćbym miał teraz skonać - odmienię bieg swojego życia, bieg całego swojego życia. Znowu muszę pamiętać o tym, aby się nie podpalać, aby być stabilnie konsekwentnym w swym dążeniu. Stabilnym i jednocześnie koncentrować całą energię jaka jest mi znana, operować nią i uderzać z ogromną siłą. Przeanalizowałem jakieś swoje dawne przemyślenia, przypomniałem sobie jaką nosiły energię, przypomniałem sobie ile było w nich siły, spontaniczności. Nie ma co żałować tego, że teraz tak to nie działa, że teraz myślę być może inaczej. Po pierwsze - nie jest to jednoznaczne, po drugie - odwagi! Teraz mam niesamowitą broń - jakiej wtedy jeszcze nie miałem. Bronią tą jest cała kompleksowa wiedza na temat pracy z podświadomością, na temat tego, w jaki sposób działamy - jest to wiedza, jakiej kompletnie pozbawieni są pedagodzy szkolni czy rodzice. Szkoda. Czy mam do nich o to żal? Mam. Jednocześnie rozumiem, że nie mam jeszcze możliwości cofania czasu, że nie zmienię już pewnego biegu wydarzeń. Jestem tu i teraz i moja samoświadomość jest na takim poziomie, że prawdopodobnie wreszcie jestem w stanie żyć ze swoim bólem istnienia, ze swoim ciężarem emocji, ze swoją "depresją", która rodzi się w tak wielu momentach, przy niemal każdej porażce i promieniuje bardzo dotkliwym bólem. Nagle odzyskuję świadomość tego, co się ze mną dzieje. W praktyce - szukam przyczyn każdego wahnięcia emocjonalnego. Tak. Analizuję. Bardzo dużo analizuję. Czy pozbawiam się w ten sposób spontaniczności? I tak, i nie. Rodzi się we mnie bowiem coś zupełnie nowego. Ja mam wolność, wolność polegającą na władzy nad własnym umysłem - moja władza nad własnym umysłem może być przyrównana do władzy nad smyczkiem czy też panowaniem nad sytuacją w walce. To ja kontroluję sytuację, jestem świadomy każdego ruchu, każdego wektora, każdego ruchu przeciwnika. Jestem do przodu. Panuję nad pozycją, czuję przewagę, dominuję. Czuję siłę i wolę walki, jednocześnie zaś kontroluję cały przebieg starcia. To piękne uczucie gdy jestem w stanie świadomie walczyć, gdy nieważne ilu mam przeciwników, ja kontroluję przebieg walki, przestrzeń, agresję. Ja jestem czystą agresją. Czystą - nieskazitelną agresją. Oni się boją. Ja jestem zjednany z potrzebą zasmakowania ich krwi - jestem integralny i jednocześnie jest mnie wiele. Jestem wolny i to ja panuję nad sytuację. Oni są przerażeni - a ja płynę w zachwycie. Oni broczą krwią - a ja wykonuję kolejne magiczne ewolucje, jakich uczyłem się latami, jakie godzinami wypracowywałem - z pełną świadomością tego co robię. Ja zmieniam rytm, zmieniam kierunki i położenie, ja kontroluję cały przebieg. I oto bowiem to ja jestem siłą, świadomą agresją. To ja panuję nad emocją, jestem w stanie okaleczać w sposób świadomy. Oni nie wiedzą co się z nimi dzieje. Uciekają. Krzyczą. Błagają o litość. Ale litości nie ma - gdyż na nią nie zasłużyli. Nie ma litości. Jest krew. Dużo krwi. I chłodny umysł.

Jest dźwięk. W pełni świadomy. Ja mam nad nim władzę. Mam władzę w rękach. Robię to, co w danej chwili świadomie chcę zrobić. To przejście z działania spontanicznego do świadomego. Wreszcie świadome działanie da mi niesamowitą moc, niesamowitą siłę - niezależnie od dziedziny życia. To technika. Technika pracy nad sobą, technika pracy nad projektami, technika pracy nad całym życiem. Technika życia.

Leave a Comment