, 30.11.2021

Podnieś się! Działaj! O wyjściu z marazmu, depresji i ustalaniu strategii działania.

podnies

Jak radzić sobie w sytuacjach trudnych, beznadziejnych. Co robić – gdy nie widzisz wyjścia – a jesteś na dnie? 

Dla wszystkich tych, którzy stracili nadzieję, nie potrafią wstać albo wstają zdecydowanie zbyt powoli.

Praktyczna instrukcja działania, planowania, układania strategii. 

Dlaczego napisałem ten artykuł?

Po pierwszej publikacji poniższego artykułu przetoczyła się fala ataków, zarzutów, zadano mi wielokrotnie pytanie - jakim prawem biorę się za zagadnienia medyczne, kliniczne bez odpowiedniego przygotowania. Pojawiły się zarzuty, że mój tekst jest wyrazem niezrozumienia dla schorzenia jakim jest depresja. Oczywiście każda fala krytyki wywołuje w pierwszej kolejności mój opór. Tym razem postanowiłem sięgnąć do źródeł i sprawdzić pewne informacje. Dopisałem specjalny wstęp aby wyjaśnić w sposób jednoznaczny moje stanowisko w kwestii konieczności interwencji medycznej w uzasadnionych przypadkach. Mało tego - sugeruję w swoim wstępie, że zwrócenie się o pomoc medyczną należy uznać właśnie nie za ucieczkę a za próbę podjęcia walki i naprawy sytuacji. 

 

Ale jeszcze raz. Dlaczego zabrałem się za taką tematykę? Odpowiadam.

Ja od pierwszego dnia - czyli od końca roku 2014 roku zajmuję się zagadnieniem depresji. Przez wiele, wiele lat nie byłem w stanie stworzyć dosłownie niczego - właśnie przez niezrozumiałą dla mnie, przeciągającą się, niszczącą niemoc, kompletną bezsilność i niekończący smutek związany z falą niepowodzeń... A to wszystko przy nieskończonej ilości wielkich pomysłów, marzeń, których po prostu nie byłem w stanie fizycznie realizować. Oczywiście jak ognia unikałem wszelkich terapii - ze względu na moje założenia, poglądy. Pewnego razu, zupełnym przypadkiem, poznałem osobę, która całkowicie odmieniła moją sytuację. Była to Tatiana Nikulina, szamanka z Ukrainy, a ja po prostu miałem być tłumaczem na jej zajęciach z tak zwanego spontanicznego rysunku. Praca, jaką rozpocząłem z Tatianą przyniosła ogromne rezultaty, które dodatkowo wzmocniłem autoterapią jaką była publicystyka w ramach portalu Efir7 - wszystko co pisałem, co tworzyłem służyło wykrzyczeniu do całego Wszechświata - moich myśli, zamanifestowaniu nowej ścieżki i próbie dążenia do wyrównania emocji. 

Gdyby nie ta ciężka praca nad sobą, zarówno z odpowiednią, rozumiejącą mnie osobą (sama była również artystką, utalentowaną malarką), jak również bez podjęcia mojej walki, autoterapii - nie ruszyłbym ani o mały kroczek z miejsca. A pomimo wykształcenia, masy pomysłów - byłem kompletnie sparaliżowany, mogłem tygodniami nie ruszać się z łóżka, mogłem zawalać projekty biznesowe - nie odbierając miesiącami telefonów, mogłem przegrywać dziesiątki tysięcy złotych w kasynie. Naprawdę kompletnie nie radziłem sobie ze sobą. Tatiana Nikulina zmarła w roku 2016 na raka, nagle. Ja jednak zdołałem ruszyć i podążając za swoimi pierwszymi instrukcjami rozpędziłem lokomotywę, której nie sposób już było zatrzymać. I chociaż po drodze narobiłem masę błędów, stworzyłem np. 2 miliony złotych długu - to i tak uważam, że udało mi się osiągnąć bardzo, bardzo wiele. Jestem w takim stanie, że pomimo wszelkich przedziwnych problemów, posiadam świadomość, że poradzę sobie z nimi wszystkimi już w najbliższym czasie. Cały czas jednak kontroluję swój stan, prowadzę dialog ze sobą, a jedną z jego form są publikacje w obszarze portalu Efir7. A o moich przyszłych sukcesach już niebawem będzie bardzo, bardzo głośno! 

Niniejszy artykuł jest jedną z prób jeszcze lepszego poukładania myśli na temat wychodzenia z dna, wstawania i odradzania się z popiołu. Jeszcze raz podkreślam - nie odradzam interwencji lekarskiej, nie twierdzę, że trzeba radzić sobie samemu ze wszystkim. Nawet nie twierdzę, że nie wolno pozwolić sobie na to, aby pobyć w swoich trudnych emocjach. Absolutnie warto sobie na to pozwolić. Warto pozwolić sobie na to aby przeżyć swój upadek, aby go ze spokojem przyjąć i jak pisałem już - każda porażka jest wpisana w naszą drogę na szczyt. Każdy upadek jest NORMALNY, wpisany w drogę do naszego sukcesu. Ważne jest aby nie trwać wieki w tym stanie, zwyczajnie nauczyć się przyjmować ten moment spadku, moment... Ale następnie podjąć odpowiednie kroki do wyjścia z niego. Przegrupowanie sił poprzedzić ma nasz atak. 

Jeszcze jedno - to są MOJE myśli, MOJE instrukcje, które absolutnie potwierdzam - sprawdziły się w moim przypadku. Nie są to uniwersalne zasady, które pomogą każdemu. Znam osoby, którym moje wskazówki bardzo pomogły. Nie można i nawet nie należy moich tekstów traktować jako jedynych słusznych rozwiązań o charakterze medycznym. Jeżeli ktoś chce podążać za moimi myślami, chce zobaczyć w jaki sposób ja poradziłem sobie z problemem, być może myśli o powtórzeniu w jakimś stopniu mojej spektakularnej ścieżki rozwoju - zapraszam do lektury. 

Nie potrafię nie poruszać opisywanych przeze mnie zagadnień. Panowanie nad sobą, nad swoimi emocjami, umiejętność podnoszenia się z dna, z totalnego upadku jest umiejętnością tak samo potrzebną jak oddychanie. Zwłaszcza jednostki twórcze, takie, które porywają się na wielkie cele, podejmują nierówną walkę z całym światem, odsłaniają się - szczególnie narażone są na krytykę, poniżenie, upadek, zadeptanie, wyszydzanie, smutek, bezgraniczne poczucie bezsilności, beznadziejności. I jeszcze - im wyższy lot, im wyższe cele - tym większe ryzyko i jeszcze silniejszy potencjalny upadek. 

Dlatego na ścieżce, jaką opisuje Efir7 - umiejętność podnoszenia się i radzenia sobie w najtrudniejszych sytuacjach uważam za absolutnie najważniejszą cechę, umiejętność, kompetencję. I z tego powodu nie będę unikać, nie wolno mi unikać tego właśnie zagadnienia. 

 

Ważne - jednym z podstawowych podziałów medycznych depresji jest wyróżnienie depresji endogennej oraz egzogennej. Depresja endogenna uwarukowana jest biologicznie, genetycznie - co oznacza, że wymaga odpowiedniej terapii farmakologicznej! 

W żadnym razie nie twierdzę, że należy unikać kontaktu ze specjalistami - psychiatrami, psychoterapeutami, psychologami - wręcz przeciwnie, twierdzę, że zwrócenie się o pomoc do kompetentnych osób jest jednym z naszych działań świadczących o podnoszeniu się, o podjęciu walki. Oczywiście powstaje problem w doborze odpowiednich i odpowiadających naszej osobie specjalistów, problem jest poważny - ale jednym z pomocnych czynników, zwłaszcza w doborze psychoterapeutów jest samoświadomość, nawet odpowiednie rozpisanie swoich problemów, przemyśleń i przedstawienie ich specjaliście. Oczywiście nie każdy będzie chciał, miał ochotę i czas zapoznać się z naszym problemem w sposób należyty. Moim zdaniem warto poświęcić czas i energię na znalezienie właściwej osoby. 

Znany jest przypadek absolutnie wybitnego pianisty. Będąc cukrzykiem doprowadził się do takiego stanu psychicznego i fizycznego, że konieczna stała się amputacja nogi. Brak odpowiedniej interwencji może doprowadzić również i do samobójstwa.  

Uważam, że moje instrukcje mogą być pomocne w każdej formie wchodzenia na ścieżkę działania, wychodzenia z marazmu. 

Ponieważ poprzedni mój artykuł miał być krótki a wyszła mi z niego prawie książka, tym razem ten artykuł będzie krótki, energetyczny i nastawiony na natychmiastowe działanie. 

Jak bardzo bym nie przedstawiał siebie w świetle sukcesu, jak bardzo bym nie opowiadał o swojej teorii odporności i stabilności psychicznej – chemia jest nieubłagana. Ona po prostu jest. Ja nawet w rozmowie z samym sobą potrafię powiedzieć do siebie – czuję jak jestem chemicznie wykończony, zniszczony. Stany depresyjne mogą najść każdego - zwłaszcza narażone są osoby, które działają aktywnie, posiadają twórczą naturę, podejmują się licznych działań, ryzykują, odsłaniają się, działają publicznie, ponoszą wysoką odpowiedzialność.

Mogę dodać tutaj jeszcze jedno zdanie, które wydaje się być istotne. Jeżeli ktoś faktycznie jest na tyle zniszczony, że nie jest w stanie zrobić dosłownie nic i faktycznie nie jest w stanie nawet sięgnąć po kartkę i zacząć pisać na poziomie logicznym, zacząć tworzyć opisywany przeze mnie plan - może okazać się, że w stosunku do takiej osoby niezbędna jest interwencja psychiatry i zastosowanie leków. Myślę, że jest to kwestia oczywista i lepiej z tym nie zwlekać - wręcz przeciwnie - podjęcie takiej interwencji będzie wręcz świadczyło o tym, że wchodzimy na właściwą ścieżkę! 

Natomiast i tak kolejnym krokiem będzie podejmowanie działania i o ile czyimś celem nie jest użalanie się nad sobą całe życie i obnoszenie ze swoją chorobą tylko życie i zdrowie - osoba taka podejmie walkę. Może nierówną. Może skazaną na przegranie. Ale jak będzie wynikać z mojego dalszego tekstu - nawet samo podjęcie walki jest już formą zwycięstwa.  

W zasadzie w wielu swoich tekstach, poruszam zagadnienia związane ze stabilnym dążeniem do celu, podaję konkretne instrukcje, rozwiązania. I mimo wszystko, mimo całej tej wiedzy i faktycznie sprawdzonych metod, pomimo całej świadomości istnienia problemu oraz mechanizmu jego występowania, sam łapię się na tym, że są momenty kiedy moja aktywność spada zaczyna mi kompletnie brakować zasobów na to, aby działać. Brakuje mi wtedy chęci, energii i zaczynam tracić perspektywę. 

Ostatnio taki spadek poczułem po publikacji tekstu o radykalnym podnoszeniu jakości swojego myślenia. Pisałem tamten artykuł z pasją i pamiętam gdy zarywałem kolejną noc i powiedziałem sobie – muszę go dopisać, muszę za wszelką cenę. Dojdę tym razem do końca! Około godziny 10:30 rano udało mi się ostatecznie ukończyć i byłem szczęśliwy. Odespałem i wieczorem powróciłem do stolika w restauracji… Usiadłem nad komputerem i poczułem pustkę. Ja wychodzę z dużych długów, których narobiłem przy okazji różnych swoich działań, często prowadzonych bez jakiegokolwiek opamiętania. Jakie to długi? Około dwa miliony złotych. Myślę, że tak długo jak widzę perspektywę wzrostu – idę śmiało przed siebie i kompletnie mnie ta sprawa nie dotyka, tym bardziej, że potrafiłem kwestię długu tak uregulować, że kompletnie nie wpływa na kondycję moich firm, mało tego – mam dobrą punktację w BIK (Biuro Informacji Kredytowej). Jak dobrze kombinować – to temat na zjawiskowe szkolenie, zjawiskowy tekst – ale nie wszystko można opowiedzieć… 

Tym niemniej znam osoby, które będąc w mojej sytuacji byłyby całkowicie załamane. Nie tylko nie jestem tym załamany – to jeszcze głęboko wierzę w to, że dosłownie jeden mój sprawny ruch pozwoli na to, aby aktualna sytuacja zmieniła się z dnia na dzień. I czuję całym sobą, że ten moment nadchodzi. Niebawem ziści się ta wizja. I nie jest to sama tylko projekcja. To konkretny plan i szereg działań na rzecz takiego rozwoju zdarzeń! 

Ale nie o tym. Chciałbym teraz zastanowić się nad tym, jak radzić sobie w tych chwilach zwątpienia, kiedy naprawdę nie mamy siły, kiedy wydarzyło się zbyt dużo, jesteśmy już zbyt przytłoczeni wszystkim, co się dzieje. Takie sytuacje zwłaszcza mogą dotykać osoby, które działają aktywnie, robią naprawdę dużo, odsłaniają się i narażają przez to na krytykę, ataki, złe spojrzenia, również problemy o charakterze gangsterskim, zwłaszcza jeśli komuś do głowy przyjdzie jakiś pomysł aby sprawdzić na ile łatwym jesteśmy kąskiem. A to testy są. Wszystko opiera się na testach. Jeśli zdołamy się postawić – sprawa może się szybko zakończyć. Ale trzeba wiedzieć jak i kiedy. Z tego co pamiętam – w szkole o tym nie uczyli. Było coś o pantofelku i amebie, było o skorupiakach, krewetkach, było o takich głupotach, że nawet szkoda mi je tutaj przytaczać i śmieję się z całej (99,9999999999999%) wiedzy szkolnej. Czysta strata czasu, nauka karności, tresura i podporządkowanie. Całe moje szczęście, że z czystego serca nienawidziłem tę instytucję i robiłem wszystko aby paraliżować jej działanie. Naprawdę odczuwam ogromną satysfakcję gdy przypominam sobie co mieli ze mną nauczyciele – zwłaszcza jeśli do walki z nimi wykorzystywałem technologię (np. zdalnie sterowane systemy radiowęzłowe jakie budowałem w okolicach szkoły i zagłuszałem całkowitą pracę całego zespołu szkół – a były to szkoły muzyczne, wytwarzana przeze mnie ściana dźwięku jednak stanowiła problem – mogłem mówić, mogłem puszczać muzykę – wszystko zdalnie – ale wiecie? Bardzo szybko dyrekcja wiedziała gdzie szukać problemu dźwięku dochodzącego z nieba… :) ). 

Ale znowu odpływam :) - a miało być bez dygresji. 

Jak się podnieść?

Na początku przypomnę o czymś: 

„A teraz słów kilka o odrzuceniu i niezrozumieniu. Jeżeli ktoś czuje się, ma poczucie, że jest nierozumiany, jego pozycja jest negowana może to oznaczać, że wkracza na pozytywną ścieżkę. To, czy osiągnie cokolwiek zależy już tylko i wyłącznie od jego niezłomności - od wytrwałości i od wewnętrznej siły, energii, mocy. Woli życia, woli walki.
Będziemy w tym naszym dążeniu wystawiani na próby. Wątpliwości będą pojawiać się przy KAŻDYM naszym kolejnym kroku. Będą też momenty oświecenia - oznaczać ono będzie tworzenie się nowego systemu wartości, nowej struktury w ramach której będziemy mogli się poruszać... po to aby ją następnie zanegować to wszystko i uderzać dalej!
Jak w tym trybie nie zwariować? Wbrew pozorom podpalanie się jest złe. Gwałtowne wyskoki dają krótkotrwały efekt, spadek jest po nich bardzo mocny. Nie zabraknie nam emocji więc nie jest konieczne szukanie ich za wszelką cenę. Będziemy pełni emocji, emocje będą się z nas wylewać. Nie chodzi o to aby je tłumić - nie. Ważne jest po prostu aby nie dążyć do tego aby szukać ich za wszelką cenę, szczególnie, gdy jesteśmy w procesie twórczym. Ich będzie mnóstwo. Cała masa.”

był to fragment pierwszego tekstu opublikowanego w ramach portalu EFIR7 – stworzony pod koniec roku 2014 https://efir7.pl/psychologia/krotki-wstep-do-podboju-wszechswiata-iwo-czerniawski

Prawda jest taka, że ta instrukcja dała mi naprawdę bardzo dużo. Pozwoliła mi naprawdę działać, naprawdę rozpocząć swój marsz, który trwa cały czas. Oczywiście – chciałbym aby pewne sprawy rozwinęły się zupełnie inaczej, szybciej, lepiej, bardziej. Ale nie wolno mi narzekać, oczywiście, że jedyne co mogę zrobić, to działać skuteczniej w przyszłości. 

Traktowanie porażki w kategoriach czegoś normalnego i uświadomienie sobie na poziomie racjonalnym, że weszliśmy na trudną, wojenną ścieżkę i po prostu tak właśnie musi być. Jeśli nam to nie pasuje – wynocha do strefy komfortu. Ale zapomnijcie wtedy o wysokich celach, najwyższych szczytach. 

Czasami, w nawale trudnych sytuacji, wyobrażam sobie pewien obraz który bardzo mi pomaga. Obraz dowódcy wojskowego czasów wojen napoleońskich – niechaj będzie to sam Bonaparte albo jeszcze lepiej – Kutuzow dowodzący w starciach z wojskami napoleońskimi. Wyobrażam sobie nawet nie tyle ich umiejętności dowódcze a ich stan psychiczny w sytuacjach krytycznych. Tu nie ma miejsca ani na panikę, ani na rozpacz itd. Sytuacja wygląda tak, że dowódca w sytuacji nadciągającego starcia dysponuje określonymi zasobami i jego naczelnym zadaniem jest takie ich wykorzystanie, aby zwyciężyć – tyle w telegraficznym skrócie. 

I teraz zastanówmy się mocniej. Czym to się różni od życia, od działania w każdej dziedzinie, zwłaszcza jeśli odczuwamy całkowitą słabość? 

Ktoś, kto mnie zna osobiście, widział mnie wielokrotnie w sytuacjach krytycznych, widział jak się zachowuję, jak reaguję, jak zaczynam myśleć, funkcjonować. Zwłaszcza mówię tutaj o sytuacjach w których faktycznie dzieje się coś niedobrego, kiedy dzieją się sytuacje, w których wiele osób najchętniej by się ukryło, schowało, uciekło. 


Co robić? O powstawaniu z dna

Jak bardzo Twoja sytuacja nie byłaby beznadziejna, masz w zasadzie tylko dwa rozwiązania. Poddać się albo podjąć walkę. Jeśli podejmujesz decyzję o poddaniu - no to koniec. Nie mamy o czym rozmawiać. A potem  upadłość konsumencka, bankructwo, może nawet samobójstwo, przeciągająca się depresja i całkowita bezsilność. Niemoc. Wszechogarniający, nieskończony, niszczący smutek. Śmierć. 

Podjęcie walki oznacza, że dalej działasz, dalej jesteś w grze pod tytułem życie. Podejmując walkę z wykorzystaniem wszystkich zasobów jakimi w danej chwili dysponujesz – niekoniecznie musisz zwyciężyć – walka może być zwyczajnie nierówna. Nie wiem czy wiecie ale nawet negocjując warunki kapitulacji jesteśmy w stanie wygrać znacznie więcej niż w przypadku całkowitej paniki. Niekiedy walcząc w bardzo nierównych warunkach – ale podejmując walkę, jesteśmy w stanie dokonać taktycznego odwrotu, którego byśmy nie byli w stanie wykonać bez świadomego działania. 

Doprawdy! Nie zawsze chodzi o to, aby zwyciężyć. Niekiedy trzeba przegrać bitwę, oddać ziemię, oddać miasto, odstąpić, dokonać odwrotu taktycznego aby przeprowadzić przegrupowanie i wyprowadzić kontrę. 

Podoba mi się też porównanie szachowe. Często patrzę tak na swoje życie. Wyobrażam sobie sytuację, w której w danej chwili, w danej sytuacji zostałem posadzony przed szachownicą – ale partia już trwa. To, jakie w danej chwili posiadam figury – być może jest kwestią przypadku, być może to moja wina lub zasługa. To nie ma znaczenia. Jest tu i teraz. Jest taka sytuacja jaka jest. Nie jest inna. A ja w tej sytuacji muszę odszukać najlepsze możliwe ruchy. Posiadam oczywiście pełną świadomość, że każda taka trudna sytuacja stanowi wyzwanie. Każdy problem jest wyzwaniem, każda trudna sytuacja, jakiej doświadczamy w życiu – stanowi wyzwanie. Trudne czasy rodzą silnych ludzi – czy jakoś tak. 

Czy Kutuzow dowodzący wojskami rosyjskimi, będąc w obliczu natarcia przeważających sił francuskich, dowodzonych przez niepokonanego dotychczas Napoleona – miał przestrzeń do tego aby się załamać i popaść w bezradność? Czy miał możliwość leżeć w łóżku pogrążając się w bezgranicznym smutku, bez siły do działania? Umysł każdego z wielkich dowódców w sytuacjach kryzysowych aktywuje się, koncentruje na problemie i jego najlepszym rozwiązaniu. Przypominam, że strategicznym ruchem Kutuzowa w wojnie 1812 roku było zastosowanie taktyki spalonej ziemi, gdzie kluczowa okazała się decyzja o oddaniu Moskwy. Sugeruję zainteresować się przebiegiem tego konfliktu. Moskwa – serce Rosji – oddane bez walki wojskom francuskim. A zima już blisko. Bonaparte podejmuje decyzje o powrocie… W drodze powrotnej francuskie wojsko jest dosłownie niszczone przez bezwzględną rosyjską zimę i nieustające kozackie szarże. Następstwem tej wojny był późniejszy upadek Napoleona, który jeszcze jeden raz się podniósł i bazując na 800 osobowym oddziale – zdołał poderwać po raz ostatni Francję – aby ostatecznie przegrać w Bitwie pod Waterloo… 

Poczytajcie. 

 

Jakie mamy zasoby? Czym dysponujemy? W jakim miejscu jesteśmy?

Po pierwsze – należy sobie uświadomić miejsce, w którym się znajdujemy. Pierwsza analiza musi dotyczyć stanu zastanego i musi być prawdziwa. Dobrą metodą jest rozpisanie na kartce, na komputerze – aktualnej sytuacji – można rozpisać w formie tekstu, można też pisać w punktach. Warto pisać o wszystkim, włączyć w ten opis zarówno fakty, jak również zastanowić się nad własnym samopoczuciem oraz nad tym co najbardziej nas niszczy, jak również co może diametralnie odmienić nasz nastrój. 

Może też okazać się, że nasze złe samopoczucie minie w zupełnie inny sposób – wyobrażam sobie sytuację, w której wszystko w firmie wali się, dosłownie wszystko idzie źle, tragedia, w normalnych warunkach popadłbym w smutek, ale właśnie zapoznałem fascynującą dziewczynę i kompletnie nie mam głowy do tych wszystkich problemów. Oczywiście warto tutaj dodać kilka słów wyjaśnienia. Nie chodziło mi o to, aby sugerować rozwiązanie w którym zamiast zmierzyć się z problemem uciekamy w przyjemności! Nie. A jeszcze jedna ciekawostka polega na tym, że niekiedy osoby zakochane stanowią problem z punktu widzenia realizacji celów zawodowych, również rozwiązywania problemów. To, że wstawiłem ten fragment to jedynie forma prowokacji.

 

A może nie warto o coś walczyć?

A być może robimy coś, co nie jest nasze? Może mierzymy się z problemami, które nie są nam potrzebne do szczęścia i to kompletnie? Może ta walka nie ma kompletnie sensu? Może warto rytualnie wszystko, o co walczymy spalić i zacząć życie na nowo? Kiedyś spaliłem w taki rytualny sposób swoją restaurację. Ciężko mi będzie mówić o szczegółach ale powiem tyle, że sytuacja była tak napięta, że dziełem przypadku był fakt, że nie było z tego trupów. Niechaj tyle wystarczy. Nie zamykałem restauracji ze względów ekonomicznych – dopiero po tej sytuacji policzyłem, że niechcący dołożyłem do jej istnienia około półtora miliona złotych. To znaczy były to pieniądze, które mogłem po prostu mieć – bo ja je musiałem fizycznie zarobić, aby dołożyć. Zupełnie inną sprawą jest i ciekawostką psychologiczną, co się działo z moim mózgiem, że wypierałem kompletnie fakt, że dzieje się mojej restauracji taka tragedia finansowa i dopiero krew, którą długo musieliśmy zmywać po całym lokalu – powstrzymała mnie od dalszego brnięcia w ten niszczący mnie, jak się później okazało – wieczny karnawał. A restauracja ta sprawiała mi po prostu dużo radości. I moment kiedy stała się kością niezgody, moment w którym musiałem ją NATYCHMIAST zamknąć był pierwszym, w którym usiadłem i dokładnie policzyłem jeden wybrany miesiąc. Zajęło mi to około 15-20 minut. Nigdy wcześniej nie zrobiłem tego tak rzetelnie jak wtedy. Ale tym razem już mogłem bo i tak było po wszystkim. Było mi smutno, że nie mam już restauracji, że nie mogę gotować i wymyślać nowych dań, że nie mogę śpiewać rosyjskich piosenek blatnych, szansonow o młodych, gniewnych osadzonych w rosyjskich więzieniach – obserwując przy tym śmiech i jednocześnie łzy słuchających mnie chłopaków. Albo wspominając tańce kaukaskie w moim wykonaniu, albo wspominając wizyty najlepszych zapaśników planety przy stołach suto zastawionych jagnięciną i sushi przygotowanym przez japońskiego mastera… Było mi smutno i były momenty, że żałowałem decyzji o zamknięciu, niekiedy próbując dyskutować sam ze sobą oraz swoimi bliskimi o otwarciu lokalu… Dopiero po pół roku od tej decyzji czuję jak odżyłem i czuję jak bardzo restauracja ta stanowiła dla mnie obciążenie i dzielę się tym, gdyż nie raz jeszcze wrócę do historii o niej. Tylko wyciągając naukę z przeszłości jesteśmy w stanie działać lepiej. 

Restauracja, którą prowadziłem pochłaniała ogromne zasoby finansowe, czasowe, uwagę, siłę. Dopiero teraz, gdy już jej nie ma, czuję o ile więcej jestem w stanie zdziałać. Gdybym teraz dalej siedział i wymyślał kolejne zmiany w karcie, poprawiał, szukał pracowników, managerów, kucharzy, kierowców, osób na zmywak, do sushi, do pierogów, szefów kuchni – zwariowałbym – i dalej szedł w dół. 

Dlatego niekiedy decyzja o odwrocie jest niczym rozcięcie węzła gordyjskiego

Miałem mówić o tym jak się podnieść. Wyobrażałem sobie, że napiszę krótki artykuł. Znowu widzę, że się rozwinąłem – ale w poruszonej przeze mnie kwestii nie dało się wyrazić lakonicznie.

Uważam, że każdy, kto podejmuje się mówienia, pisania o sprawach trudnych, naprawdę trudnych zobowiązany jest pochylić się nad problemem i pokazać, że każda sytuacja wymaga indywidualnego podejścia. Nie ma całkowicie jednoznacznych instrukcji – jak działać, co konkretnie robić. Są propozycje rozwiązania, propozycje, które mogą zostać pozytywnie wykorzystane, zaimplementowane do naszego życia. Ja proponuję, piszę o swoich doświadczeniach i pokazuję różne analogie, w tym również historyczne, pokazuję różne narzędzia dzięki którym możemy sobie pomóc. 

Wróćmy teraz do mojego strategicznego narzędzia, które próbuję opisać. Notatka. W pierwszej jej fazie opisujemy naszą aktualną sytuację, tutaj metoda pracy zależeć będzie od cech indywidualnych. Dla kogoś lepszą metodą będzie opisowa, literacka, w której opowie całą swoją sytuację, kolejne fakty będą wynikały z poprzednich. Będą też umysły, które preferować będą opisanie sytuacji w punktach. Każda metoda jest dobra - pod warunkiem, że jest zgodna z konstrukcją naszego myślenia i przyniesie konkretny efekt - w tym wypadku rzetelny opis problemu. 


Jeszcze jedna metoda – rozmowa z kimś o swoich problemach oraz planach

Technika głębokiego słuchania w służbie rozpoznania rzeczywistych problemów 

Opisana metoda nie polega ona na tym, że opowiadamy o problemach aby otrzymać gotowe rozwiązanie. Oczywiście możemy próbować się poradzić – ale najważniejszym celem takich rozmów jest to, że mówiąc do kogoś i opisując swój problem istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że sami znajdziemy rozwiązanie! Dobry psycholog, psychoterapeuta – to ktoś, kto potrafi słuchać, stosuje tak zwane słuchanie głębokie i na dodatek czyni tak, że prowadzona przez niego osoba faktycznie chce, ma potrzebę opowiedzieć prawdę. A znam wiele, naprawdę wiele takich sytuacji, w których ktoś opowiedział mi o swoich problemach po bardzo krótkim czasie od poznania, a nie był w stanie mówić o tym swojemu terapeucie. Dobry terapeuta wie, że słuchanie jest strategicznie ważne z dwóch powodów – pierwszy jest taki, że faktycznie wsłuchując się w historię jesteśmy w stanie wyłapać najważniejsze problemy danej osoby. Druga kwestia jest oczywiście taka, że pozwalając osobie na nieskrępowane mówienie, wprowadzając naszego rozmówcę w pewien stan komfortu, m.in. poprzez nasze dostrojenie - również w kontekście dostrojenia naszego ciała, oddechu, dostrojenia energii, wchodząc w taki stan porozumienia, w głęboki kontakt – stwarzamy wysoki komfort, komfort i porozumienie, w którym możemy zacząć działać. Ktoś, kto opowiedział nam historię swojego życia – a zrobił to dlatego, że zrozumiał i poczuł, że gotowi jesteśmy go wysłuchać – wejdzie w stan zaufania względem naszej osoby. To taka malutka wstawka z dziedziny komunikacji i sprzedaży. Nie o tym miało być, ale miałem ochotę to napisać. Tak bowiem działa ten mechanizm i warto znać go w dwie strony. To znaczy, że jeżeli my mamy problem i jest ktoś, kto nas chce słuchać i my opowiadamy mu o naszych przeżyciach, problemach – to może okazać się, że powiemy znacznie więcej i wyrzucimy z siebie te problemy i te myśli, o których istnieniu nawet nie mieliśmy pojęcia. 

Wracając do kartki. Rozpisujemy nasze problemy. Rozpisujemy problemy danej sytuacji. Podkreślam aby nie pomijać kwestii naszego stanu emocjonalnego, gdyż może okazać się, że nasz obraz sytuacji jest mocno zaburzony ze względu na nasz stan psychiczny, emocjonalny, biochemiczny. 

Zabieramy się za opisanie całego problemu. Rozpisujemy również nasze zasoby, nasze możliwości. Jeśli sytuacja tego wymaga, w dalszym opisie rozważamy różne scenariusze oraz konsekwencje wynikające z podjęcia takich, a nie innych decyzji. Ważne jest aby uwolnić się w tym opisie i pozwolić sobie na nieskrępowany przepływ myśli. Ważne jest aby naprawdę trzeźwo ocenić sytuację, ocenić nasze możliwości, to jakimi siłami dysponujemy, jakimi zasobami oraz z czym przyjdzie nam się zmierzyć. Doprawdy nie warto unikać tej wewnętrznej komunikacji.

Sama ocena sytuacji oraz uświadomienie sobie czym w danej chwili dysponujemy to już bardzo wiele. Dalej musi po prostu nastąpić ułożenie planu.

A jednak jest jeszcze coś. Niekiedy warto zmienić diametralnie ścieżkę naszych myśli. Ale tak całkowicie – zmienić wszystko. Niekiedy musimy dodatkowo poddać się dodatkowym bodźcom – np. wyjść, zmienić otoczenie, iść w miejsce, w którym jeszcze nie byliśmy, porozmawiać z nowymi osobami. Niekiedy może okazać się, że los sam podsunie nam rozwiązanie, na które normalnie byśmy nie wpadli. Niekiedy źródłem inspiracji może być film, książka, sztuka teatralna czy symfonia. Tutaj oczywiście kłania się mój tekst o radykalnej poprawie jakości myślenia.  

Kolejna kwestia, również bardzo istotna. Nasza głowa i nasza umiejętność myślenia abstrakcyjnego, myślenia krytycznego. Generalnie – myślenia. Ale o tym napisałem bardzo dużo we wspomnianym tekście. Im lepiej potrafimy myśleć, tym większa szansa, że znajdziemy rozwiązanie i wyjście, stworzymy plan dalszego działania. 

No i na koniec. W momentach zwątpienia, upadku, smutku warto na poziomie racjonalnym powiedzieć sobie coś, co może bardzo pomóc w wychodzeniu z zaklętego kręgu, w którym utkwiliśmy a nasz stan emocjonalny tylko utrudnia nam wyjście. Tym czymś jest uświadomienie sobie, że będzie lepiej i poczujemy się lepiej, wszystko będzie piękniejsze jeśli wyjdziemy z tego gówna, jeśli ruszymy do przodu, jeśli przełamiemy tę barierę. Będzie piękniej – a to wszystko zależy od nas, od naszego działania. 

Jest jeszcze jedna metoda, którą warto wykorzystać – polega ona na akceptacji wszystkiego, co się z nami dzieje, wszystkiego co nam się przytrafia w życiu. Metoda ta kompletnie nie zakłada, że mamy opuścić ręce w obliczu problemów – o nie. Ona tylko mówi o tym, że to, co się złego z nami już wydarzyło jest bezsprzecznym faktem, dyskutować z którym nie ma kompletnie sensu i nawet nie wolno tego robić. Jedynym sensownym rozwiązaniem jest faktycznie działanie. Można jeszcze pogłębić skuteczność poprzez uświadomienie sobie, że każdy problem, jaki wystąpił jest dla nas czymś dobrym, pozytywnym, pouczającym – nawet jeśli nie do końca w danej chwili rozumiemy cel tej nauki, jej sens. 

Podjęcie działania w momencie gdy kompletnie nie mamy na to ochoty jest ważne gdyż w pewnych sytuacjach, w wielu sytuacjach pozwala nam na świadome wyjście z dna. Ważne jest aby uruchomić te zasoby swojego umysły odpowiedzialne za racjonalne myślenie – więcej o tym pisałem w tekście: 
Instrukcja przeżycia w warunkach wchodzenia w przestrzeń kosmiczną

Tutaj zacytuję fragment:

„Motywacja to problem. Często mówi się - aby coś osiągnąć - potrzebna jest motywacja. Motywacja działa - ale na krótko - np. na czas szturmu pozycji wroga, albo na czas ucieczki przed wściekłymi psami - wtedy można odczuć silną motywację. Widziałem ludzi zmotywowanych na tyle, że pokonywali wszelkie granice swojego ciała i umysłu, granice bólu - na bardzo krótko... Większość czasu pozbawieni jesteśmy motywacji jako tej głównej siły napędowej. Pozostaje zaś konstrukcja. Wyobraźmy sobie, że osiągamy totalne prawa roota do naszego mózgu. Totalne. Jesteśmy w każdym jego zakamarku. Wiemy o każdym lęku, każdej blokadzie, każdym problemie. A w zasadzie wyobraźmy sobie, że w dalszej perspektywie problemów tych nie ma! W końcu mamy pełną władzę nad sobą. Jesteśmy w stanie przeprogramować każdy zakamarek, każdy element.
Koncepcja świadomości konstrukcji naszego umysłu, koncepcja przedkładania wysokiego stopnia samoświadomości nad upowszechnioną motywacją jest moją aktualną koncepcją. Dopuszczam fakt, że być może kiedyś ją wyśmieję, zaneguję. Aktualnie jednak odkrywam dzięki tej metodzie. że jestem w stanie więcej - znacznie więcej. Udało mi się rozwiązać masę blokad i problemów, które skutecznie nie pozwalały mi sięgać gwiazd.”

 

Prawa roota do naszego mózgu

Prawa roota do naszego mózgu. Osoby techniczne się uśmiechną. Ktoś, kto techniczny nie jest – niech sobie sprawdzi czym są prawa roota, ale w maksymalnym uproszczeniu chodzi o dostęp do wszystkich plików systemowych, odpowiedzialnych za zarządzanie pracą danego urządzenia – a nie tylko do plików zawartych w dostępnym domyślnie dla użytkownika obszarze pamięci. Mowa tutaj np. o takich urządzeniach jak tablet, smartfon – w zasadzie cokolwiek, co posiada swój własny system operacyjny. Posiadając prawa roota możemy dowolnie modyfikować pracę danego urządzenia, dowolnie modyfikować działanie systemu operacyjnego. No i z taką właśnie świadomością i czując, jak bardzo biochemicznie jesteśmy zniszczeni – próbujmy działać, ze świadomością, że nasza chemia wróci do normy – ale pod warunkiem, że podejmiemy się działania, spróbujemy zawalczyć o to, aby zmienić swój los i poczuć się lepiej. 

Zawsze możemy też przypomnieć sobie o naszych największych marzeniach i cały czas uświadamiać sobie to, że idziemy, że jesteśmy w drodze po nasze marzenia, w drodze na szczyt i droga ta musi dalej trwać, nasza podróż na szczyt. O tym już również pisałem i sugerowałem, że tylko w przypadku jeśli droga ta będzie stabilna i konsekwentna – uda nam się. Dlatego pisałem aby się nie podpalać, aby rozkładać energię, tak jak w długodystansowym biegu przez góry.

Co dalej? Podsumowanie

Oceniliśmy już sytuację, dokonaliśmy szczerego jej opisu, oceniliśmy również nasz stan emocjonalny. Dokonaliśmy podsumowania naszych zasobów. Musimy przełamać nasz stan psychiczny, musimy podjąć decyzję o działaniu. I po prostu musimy zacząć działać. Pamiętajcie - z każdej sytuacji jest wyjście i nawet najbardziej beznadziejna sytuacja również ma swoje najlepsze w danej chwili rozwiązania. Bardzo ważny jest nasz trening mentalny, który nas przygotuje w odpowiedni sposób, o tym już wspominałem. Nie podam gotowego rozwiązania oraz precyzyjnych instrukcji co robić dalej - każda sytuacja jest inna, w każdej sytuacji działania będą różne. Najważniejsze jest podjąć walkę nawet w sytuacjach, które wydają się być beznadziejne. 

Analogiczne analizowanie, planowanie, ocena dostępnych zasobów i możliwości może być również wykonywana nie tylko w sytuacjach kryzysowych. W każdej sytuacji życiowej proponowane metody planowania są bardzo dobre, skuteczne. Spontaniczne działanie nie zawsze się sprawdza. A nawet jeśli jest momentami dobre - tym bardziej warto zastanowić się nad tym, aby dopisać do niego odpowiedni plan. 

Jeszcze jedna uniwersalna uwaga. 

Każdy plan naszego działania, w mocnym uproszczeniu, może składać się z planu ogólnego posiadającego odległy, główny cel oraz z mniejszych planów, które będą stanowiły jego składowe. Warto przyjąć ogólną strategię działania oraz mniejsze plany taktyczne.  

Najważniejsze jest przygotowanie pierwszych działań, które sprawią, że wszystko ruszy z miejsca, że my pójdziemy przed siebie. Potem będzie już tylko łatwiej. 

Pomocne może być też użycie narzędzia zwanego kanban. Zasady korzystania z kanbana opisałem w tekście o radykalnej poprawie jakości myślenia (ctrl+f i szukajcie w tekście kanban, w applach jakoś inaczej - dacie radę ;). Teraz jednak jeszcze coś zasugeruję - zarówno jeśli będziemy używać narzędzia kanban do określenia konkretnych zadań, jak również jeśli zadania rozpiszemy sobie w naszym tekście - muszą one być konkretne, to muszą być konkretne zadania, jakie musimy wykonać. Zwłaszcza jest to istotne na początku tej drogi, jeśli jesteśmy mocno zagubieni i nie mamy siły. Takie konkretne napisanie sobie co trzeba robić i następne przymuszenie się do realizacji danych zadań może mieć kluczowe znaczenie w wychodzeniu z naszego ciężkiego stanu. 

 

Plan działania w uproszczeniu

Określamy cel.

Określamy ścieżkę do celu.

Określamy mniejsze cele po drodze.

Określamy stan zastany.

Określamy nasze zasoby, możliwości. 

Określamy nasz stan psychiczny.

Określamy konkretne zadania, zwłaszcza na początku naszej drogi, nie muszą być skomplikowane. 

Rozpoczynamy realizację pierwszych zadań - wbrew sobie i wbrew swojemu podłemu samopoczuciu. Obiecuję, ono się poprawi w miarę działania. 

Powracamy do naszego planu jeszcze wielokrotnie, odnotowujemy postępy, spisujemy kolejne myśli, tworzymy kolejne scenariusze. Zwłaszcza w momencie, gdy zacznie nam się udawać i nasz stan psychiczny będzie się poprawiać będziemy w stanie tworzyć zupełnie nowe propozycje działania. Prawdopodobnie lepsze. 

 

Siła! Im gorzej, im trudniej - tym lepiej!

Pamiętaj - wyjdziesz z tego, uda się przejść wszystkie kłopoty, uda się zacząć działać, uda się wszystko - pod warunkiem, że faktycznie podejmiesz odpowiednie działania, pod warunkiem, że zaczniesz działać, pod warunkiem, że faktycznie podejmiesz walkę. Ale nie ma walki bez planu. Wie o tym każdy dowódca. Dlatego nie panikuj, zatrzymaj się, poukładaj wszystko i poszukaj najlepszych ruchów dla zaistniałej sytuacji.

I pamiętajcie! Satysfakcja rozwiązania problemu, wyjścia z tego gówna będzie ogromna. Będzie to Wasza wielka, życiowa nauka, nigdy takiej nauki nie kupicie za żadne pieniądze, żadna szkoła, żadna uczelnia Was tak nie nauczy jak ta najtrudniejsza sytuacja życiowa, którą musicie rozwiązać. Działajcie!

 

Iwo Czerniawski 

 

Komtentarze

Iwo (niezweryfikowany)

05.12.2021

Wciąż pojawiają się kontrowersje związane z tym, że tekst porusza sprawy kliniczne - a pisany jest przez kogoś bez odpowiedniego doświadczenia w tym zakresie. Podkreślę - tekst porusza bardzo ważne aspekty funkcjonowania, uważam, że przemilczenie tych spraw jest najbardziej szkodliwe. Tekst poprawiałem już kilka razy, wprowadzam do niego liczne poprawki - w sposób taki, aby był nie tylko pomocny, ale również nie był krzywdzący. Jeśli jest coś, co boli, co drażni, co może skrzywdzić - piszcie w komentarzach. Muszę być z jednej strony czujny, z drugiej zaś wolność wypowiedzi jest dla mnie ważna. Szanuję Wasze zdanie - dlatego otwarty jestem na rozmowę.

Musimy pamiętać, że mamy różne uwarunkowania psychologiczne. Podobnie jak w sporcie. Osobie o niskim wzroście ciężko będzie konkurować w skoku wzwyż z osobami wysokimi. Podobnie z psychiką, części osób pewne rzeczy przychodzą łatwiej, innym ciężej. Zawrze trzeba podchodzić do tematy z dużą dozą emaptii.

Dodaj komentarz