, 20.01.2022

Jak skutecznie realizować zadania! Zaradność i odwaga! Jak przeniknąłem do rosyjskich struktur sambo w ciągu kilku dni.

leonov

 

Przysięgam! 


Ten tekst przygotowywałem pierwotnie jako wewnętrzną instrukcję dedykowaną mojej Armii Marzeń -  niezależnej struktury o wysokich uprawnieniach i kompetencjach, powstałej w celu nadzoru moich istniejących działalności, jak również tworzenia nowych oraz realizacji wszelkich bieżących zadań. 

Stwierdziłem jednak i przyznaję, to przychodzi z wiekiem, że nie zamierzam „kisić” wiedzy, trzymać jej dla siebie z obawy przed wykorzystaniem przez konkurencję. Niechaj korzysta każdy kto ma ochotę i odwagę. Polecam! Iwo Czerniawski :) 


Dewiza:


Aby woda była gorąca – trzeba ją podgrzać. 

Aby zadanie zostało zrealizowane – należy je zrealizować. 


O udawaniu pracy


Pracując długie lata z ludźmi, wielokrotnie spotkałem się z problemem udawania - pozorowania pracy. W przypadku systemu pracy opisanego w tym artykule nie da się ściemniać i udawać pracy. Ani przed sobą. Ani przed kimkolwiek innym. 


Jak działać? Jak realizować zadania?


Bardzo, bardzo dużo o realizacji zadań powiedziałem, napisałem w tekście o radykalnym podnoszeniu jakości myślenia. Ale napisałem tam też o organizacji klubu sportowego, o teatrze ruchu, dyrygenturze, muzycznej praktyce wykonawczej itd. 

Tym razem będzie znacznie krócej. Z racji iż jest to instrukcja operacyjna. 

 

Jeszcze jedna kwestia. Po co działać? Po co wykonywać zadania? 


To dość proste. Każdy duży proces twórczy składa się z mniejszych zadań. Nauka kaprysu Paganiniego? Zależy którego – ale niezależnie od tego każdy z nich zawiera szereg problemów technicznych, które niezależnie należy rozpatrzeć i w odpowiedni sposób rozbić na konkretne problemy. 1 Kaprys – problemy techniczne – sztrich arpeggio, tercje spiccatto, akordy. W zasadzie trzy ważne zagadnienia techniczne, które trzeba wziąć na warsztat oddzielnie i rozpatrzeć w aspekcie technicznym. I jeszcze bardzo istotne kwestie – intonacja – strategicznie ważna i ćwiczona w wolnym tempie legato, dwudźwiękami. Interpretacja – to musi być utwór a nie jedynie wprawka techniczna, o czym po prostu niekiedy się zapomina ze względu na masę trudności technicznych. A interpretacja to już cały szereg elementów, zabiegów dynamicznych, rytmicznych i co najistotniejsze koncepcyjnych. Wracając do arpeggio – nie ma dobrego arpeggio bez dobrego detache. Nie ma dobrych tercji bez dobrych zmian pozycji. Nie ma dobrych i mocnych akordów bez perfekcyjnie opanowanego detache. Itd. Realizacja każdego z tych poszczególnych zadań ma wpływ na końcowy wynik w postaci opanowania utworu. I im lepiej określimy zadania, jak również w możliwie najlepszy sposób je zrealizujemy – osiągniemy najlepszy możliwy wynik. Przegrywanie bezmyślne utworu od początku do końca nie da nam praktycznie żadnego efektu. Cały proces składa się z wielu zadań i tak jest ze wszystkim. Z fabryką chemiczną jest tak samo. I z budową sklepu internetowego, klubu sportowego. Nie ma różnicy. Każdy duży proces, misja – składa się z wielu mniejszych procesów od realizacji których zależy efekt końcowy. Niezależnie od tego, jakie stawiamy przed sobą wyzwania musimy być gotowi do wykonania bardzo wielu drobnych zadań, które ułożą się na efekt końcowy naszej pracy. 


Jak więc działać? Jak realizować, wykonywać stawiane przed nami (sobą) zadania? 


Skutecznie i bez wymówek. 
Szybko. 
Precyzyjnie.
Odważnie!
Twórczo i sprytnie.
Równolegle. 
Z analizą błędów - wyciągając wnioski.
Bez skrajnych emocji. 
Ze świadomością niesionej misji. 
Zjednując sobie ludzi, współpracując. 
Delegując część zadań w sposób mądry. 
Rozpoznając zagrożenia, ograniczenia i eliminując je!
Opisując je w trakcie realizacji i po ich zakończeniu. 

W zasadzie tyle wystarczy. 

A teraz kolejno omówimy każde z przedstawionych zagadnień kluczowych. 


Skutecznie i bez wymówek


Każde zadanie musi zostać zrealizowane. Wszystko to, co stanowi wyjaśnienie dlaczego dane zadanie nie zostało zrealizowane to niemal zawsze wymówka. Jeżeli z jakiegoś powodu powstają problemy – to są one tylko po to, aby je rozwiązać. Znam naprawdę niewiele sytuacji, w których nie da się wykonać danego zadania, nie ma okrężnej drogi. Prawie zawsze jest rozwiązanie i od jakości naszego myślenia będzie zależeć czy i w jakim czasie znajdziemy odpowiednie rozwiązanie. 


Szybko!


Dlaczego szybko? 

Kiedyś usłyszałem, że jeśli dane zadanie nie zostało wykonane danego konkretnego dnia to nic złego, nic się nie stało, niczego nie straciliśmy. Nie zgadzam się. Straciliśmy tak samo dużo i tego porównania już używałem – szybkość procesora. Jeden z najważniejszych parametrów komputera – odróżniających dobry komputer od złego. Szybkość wykonywanych operacji. W zasadzie każdy komputer wykonuje obliczenia na poziomie bitów (0 i 1). I w zasadzie nic więcej. I to w zasadzie od szybkości dokonywania tych relatywnie prostych, bitowych działań (tak/nie) zależy szybkość obliczeń bardzo złożonych, skomplikowanych procesów. A znam praktyczne zastosowania w których za ogromne pieniądze (np. setki tysięcy złotych) kupuje się potężne moce obliczeniowe – aby zrealizować jedno, konkretne zadanie, np. związane z odzyskiwaniem zaszyfrowanych plików. 

Otóż każdy proces składa się niekiedy z dziesiątek, niekiedy z setek czy tysięcy zadań i jeśli przy realizacji każdego z nich stracimy po prostu jeden dzień to w efekcie stracimy dziesiątki, setki, tysiące dni… A przecież można realizować zadanie za zadaniem – o ile to tylko możliwe! W odstępie nawet kilku minut. Realizować można równolegle wiele zadań. 

W praktyce różnica między sprawną realizacją zadań a niesprawną – jest jak praca potężnego komputera, serwera, z wielordzeniowymi procesorami o wysokiej wydajności każdego z rdzeni, a komputerem klasy nie wiem… Comodore 64. Tak ja widzę tę różnicę. Znam i widziałem wiele osób, które nie były w stanie wykonywać sprawnie zadań. W zasadzie w moim mniemaniu tak funkcjonuje większość ludzi, instytucji… No właśnie – zwłaszcza będziemy natrafiać na tych ostatnich. Tacy jak ja reagują skrajnie negatywnie na ślamazarność pracowników przeróżnych instytucji. Ale i na to odnalazłem już sposób. Różnica jest tak kolosalna, że w zasadzie 100 źle pracujących osób – kompletnie nie dorównuje jednej sprawnej. 


Precyzyjnie


Zwrócę uwagę na jeszcze jedną kwestię. Aby zadanie zostało precyzyjnie zrealizowane, musi zostać też precyzyjnie sformułowane. Brak precyzji w formułowaniu zadań będzie przyczyną licznych problemów, konfliktów, nieporozumień. Jeśli dane zadanie stawiamy sami – zwracajmy na to uwagę. Jeśli otrzymaliśmy nieprecyzyjne zadanie od kogoś – lepiej na starcie ustalmy co ktoś miał na myśli -  doprecyzujmy i poprośmy o akceptację nowej treści zadania. 


Twórczo i sprytnie


To bardzo złożone zagadnienie. W zasadzie w tym punkcie mogę podważyć wiele z dotychczas stawianych przeze mnie tez. Jednym z założeń tego punktu jest fakt, że będąc odpowiednio przygotowani i posiadając odpowiednie możliwości w zakresie myślenia twórczego, nieskrępowanego – możemy odnajdywać zupełnie inne ścieżki realizacji, dojścia do celu – niż te, wynikające z listy zadań. 

Twórcze podejście jest również niezbędne do sprawnej realizacji zadań. Bardzo dużo o tym napisałem w artykule o radykalnym podnoszeniu jakości myślenia. 

Niesztampowe, niestandardowe podejście może bardzo ułatwić, w wielu wypadkach wręcz umożliwić nam realizację naprawdę wymagających zadań. 

 

A jednak podam przykład:

 

Jak przeniknąłem do rosyjskich struktur światowego sambo w ciągu kilku dni? Do samego końca.

Jak stworzyłem pierwszą polską kadrę narodową sambo i skruszyłem mur nie do przebicia?


Kiedyś, w lutym 2008 roku, zupełnym przypadkiem, można powiedzieć, przechodząc obok, trafiłem na zawody sambo, Puchar Prezydencki, które odbywały się w Moskwie, nieopodal stadionu Lużniki. Od pół roku byłem związany z tą dyscypliną sportową, trenując w raczkującym polskim klubie. 
To były bardzo duże zawody, hala również była pokaźnych rozmiarów. Prawdę mówiąc ja zwyczajnie nie za bardzo wiedziałem gdzie i jak kupić bilet. Przypadkiem natrafiłem na jakieś wejście służbowe…

Zobaczyłem z odległości matę zapaśniczą. Długo nie myślałem. Wyjąłem paszport, miałem na szyi aparat fotograficzny. Wymachując paszportem, zacząłem w dużych emocjach tłumaczyć – ja jestem z polskiej federacji sambo (wiedziałem, że ona nie istnieje!), w jaki sposób mogę otrzymać wejściówkę? Ktoś z organizatorów zapytał mnie – czy wpłynęło od was odpowiednie pismo w tej sprawie? Ja na to – tak, chyba tak, najprawdopodobniej. A co, nie wpłynęło? Co mam teraz – na lotnisko wracać? - Nie nie, spokojnie – odpowiedział. Za moment załatwimy wszystko. Za chwilę przynoszą mi telefon – a tam ktoś ważniejszy z ramienia organizatorów. Ja dalej swoje – polskie struktury sambo (już nie federacja), to ja, ja! Tak, czy mogę już otrzymać swoją wejściówkę? Narada. Po kilku minutach biegiem ktoś donosi plakietkę - „pochetnyi gost”, którą organizatorzy mi uroczyście wręczają. Świetnie! Wchodzę. Ale nie na miejsce publiczności – tylko bezpośrednio pod matę. Pierwszy zawodnik jakiego widzę dogrzewającego się do walki to Fiodor Emelianenko. W tamtym czasie uznawany za najlepszego wojownika na świecie (na tamtą chwilę miał rekord 27-1 w MMA). Zadzwoniłem do mojego ówczesnego trenera – pochwalić mu się całą historią. Dzwonię do niego i mówię – jestem właśnie na zawodach sambo, obok mnie Fiodor Emelianenko – szykuje się do walki, mój trener odpowiedział żartem na temat tego kogo wiezie samochodem – czy jakoś tak :) . Ale ja poważnie! I w tym momencie komunikat – głosowy zapowiadający bezwględną gwiazdę światowego formatu… Uwierzył i mówi – Iwo – jesteś tam??? Może tobie się uda. Od wielu lat ubiegam się o przyznanie uprawnień dla nas do tworzenia w Polsce federacji sambo… Bez skutku. Przewodniczący Europejskiej Federacji Sambo – nie chciał nawet zamienić ze mną słowa, oddali przedstawicielstwo jakimś klubom judo w Polsce, które nie zajmują się dyscypliną sambo… Jeśli jesteś już na miejscu – spróbuj z kimś porozmawiać, może tobie się uda? 

Dobrze… Spróbuję – powiedziałem. 

Zaczęło się. Znałem oczywiście całą sprawę. Mój ówczesny trener faktycznie przez lata nie potrafił poradzić sobie z tą sprawą, ciągnęła się ona już przynajmniej 5 lat. Słał pisma, miał teoretycznie swojego człowieka z Ukrainy, który jakoby autoryzował warszawski klub. Ale to na nic – gdyż weszła dużą siłą grupa trenerów judo, którzy mówiąc wprost postanowili zagarnąć sambo w celach całkowicie prywatnych. Ale związku w Polsce wciąż nie było. 

Tego dnia wydarzyło się bardzo, bardzo dużo. Np. podszedłem do trenera ekipy Azerbejdżanu i z entuzjazmem pochwaliłem jego pracę trenerską, zawziętość jego zawodników. On spojrzał, na moją plakietkę i zapytał tylko, skąd przybywam. Ja – z Polski, no z Europy! Tak? To świetnie, poznajmy się, wymieńmy kontaktami. I tak już było cały dzień. Chodziłem z głową dumnie uniesioną, fotografowałem się z Olegiem Taktarowem, ale i podszedłem do trenera Firodora Emelianenki – jak się później okazało Aleksandra Konakova. Podałem mu rękę i wyraziłem wdzięczność od całego narodu Polski… Co tam Polski. Od całej Europy za ogromny wkład w popularyzację sambo, jaki wniósł on i jego wielki zawodnik, mówiłem jak przychodzą do nas do sekcji młodzi zawodnicy niesieni spektakularnym triumfem Fiodora – dotychczas nie spotykanym nigdy i nigdzie (jak pokazała historia jego wyczyn powtórzył kolejny sambista – Habib Nurmagomedov). Trener szybko przeszedł ze mną na ty, wręczył mi swoją wizytówkę i powiedział – musimy działać! Koniecznie. Trzeba coś robić. Ja pokiwałem głową i kontynuowałem dialog. Ten wieczór nie miał sobie równych. Nikodem Dyzma mógłby się uczyć. Bankiety, fotoreporterzy i ja, chodzący i dumnie reprezentujący całą „Evropę” - gdyż nikogo z tej „Evropy” więcej tam nie było. A byli zawodnicy z całego świata – no akurat nie z „Evropy” :). 

Odczekałem dwa dni. I wziąłem na celownik tym razem nie prezesa EFS a sekretarza generalnego – Wladimira Pogodina, który swoją drogą zginął w katastrofie samolotu półtora roku później. Uważam, że mój dialog telefoniczny z nim był absolutnie kluczowy dla całej sprawy… 

Halo, dzień dobry! Z tej strony Iwo Czerniawski, ja reprezentuje polski klub sportowy, zajmujemy się sambo i mamy problem, poważny problem. Bardzo potrzebuję pańskiej pomocy. Wkrótce wyjeżdżam z Moskwy i chciałem zapytać – czy możemy coś zrobić w naszej sprawie? Rzecz w tym, że mamy ambicje utworzenia federacji sambo w Polsce, jednak to zadanie powierzono zupełnie komuś innemu… 

- Dobrze, dobrze! Kiedy Pan wraca?

- Ale w jakim sensie? Ja wyjeżdżam…

- Ale na jak długo?

- Mieszkam w Warszawie…

- Od jak dawna Pan tam mieszka?

- Urodziłem się…

W tym miejscu nastąpiła konsternacja, mój język rosyjski został widać oceniony wysoko. Dobrze. To już pozytywnie ustawiało nasz dalszy dialog, zaskoczenie, że ja jestem z Polski ale mam biegły rosyjski. 

- Potrzebuję pomocy, my ze wszystkich sił tworzymy sambo w Polsce, ale potrzebujemy wsparcie federacji. Prowadzimy też rozmowy o współpracy z Saszą Konokowom…

- Aleksander, trener kadry sambo bojowego… Rzekł Pogodin. Rozumiem.

- Tak, tak. Oni bardzo pomagają. Zwłaszcza Fiodor, on tak fenomenalnie walczy, to bardzo dobrze promuje sambo na świecie. Zacieśniamy właśnie współpracę (Dyzma działa).

- Tak, rozumiem. Dobrze – panie Iwo, trzeba działać, nie ma czasu do stracenia, za moment zadzwonię do Jelisiejewa, będziemy uzgadniać datę spotkania.

Siergiej Jelisiejew był właśnie wtedy przewodniczącym Europejskiej Federacji Sambo. To właśnie do niego nie mógł nijak dostać się mój trener na przestrzeni 5 lat… 

Spotkanie odbyło się dzień później w siedzibie federacji sambo, w centrum Moskwy, w siedzibie federacji, która mieściła się w jakimś chronionym kompleksie budynków administracji rządowej. 

Moja rozmowa w gabinecie trwała około godziny. Czekali na mnie – prezes Jelisiejew i sekretarz generalny Pogodin. Było dużo żali z mojej strony, łzawych historii, które specjalnie przygotowałem na okazję tego spotkania. M.in. opowiedziałem jak to wysłałem swego czasu wiadomość do oficjalnego, namaszczonego przez kierownictwo EFS, przedstawiciela sambo na Polskę (to bardzo znany polski trener judo) i nie dostałem od niego żadnej odpowiedzi, że chciałem trenować sambo w Polsce – a oni (ta opcja wywodząca się z judo, która przejęła sambo w Polsce) tego nie chcą robić, promować, wygląda to tak jakby mieli zupełnie inne cele i gdyby nie mój aktualny, a pominięty całkowicie przez władze sambo trener – ja nie pojawiłbym się w tej dyscyplinie. Historia była emocjonalna i udało mi się.

- Wiesz – mieliśmy tutaj wielu takich już, którzy coś obiecywali. Udowodnijcie, że jesteście. W maju, za trzy miesiące odbędą się Mistrzostwa Europy Juniorów i Juniorek w Brześciu, na Białorusi. Przyjedźcie, wystawcie swoją kadrę narodową. I wtedy będziemy mogli rozmawiać dalej.

- Dobrze, powiedziałem. Nie ma sprawy. Przyjedziemy. Zorganizujemy kadrę. Bez federacji, bez ministerstwa. Zrobię to sam. Jeszcze nie do końca rozumiem jak, ale zrobię.

- Czekamy!

Wychodząc z gabinetu prezesa – trafiłem na Saszę:) - czyli trenera kadry. Przybił mi radośnie piątkę (widzieliśmy się drugi raz w życiu, pierwszy raz rozmawialiśmy kilka minut na zawodach!) - i powiedział – no, widzę, że działasz, walczysz! Dobrze! Tak trzeba! Sekretarz i prezes bacznie przyglądali się mojej gorącej relacji z trenerem kadry sambo bojowego. Połaziłem jeszcze po siedzibie federacji, popytałem gdzie kupić ubranie do sambo – dostałem kontakt do przedstawicieli pewnego międzynarodowego giganta sportowego na Rosję, producenta i już za około godzinę miałem spotkanie z kierownictwem producenta. Przypominam – chciałem tylko kupić kurteczkę do sambo. Ale bawiły mnie te wszystkie historie. 

Co było dalej? 

Byliśmy na Białorusi. Organizacja wiz na Białoruś, rozmowy z konsulatem, z konsulem, z trenerami kadry białoruskiego sambo, ciągła łączność z Moskwą (miałem wszystkie prywatne kontakty do prezesa, sekretarza generalnego - mogłem dzwonić do nich kiedy tylko miałem ochotę – a pamiętacie? Mój trener przez 5 lat nie zdołał nawet zamienić słowa z prezesem). 

Jako 22 latek wystawiłem tak naprawdę pierwszą polską kadrę składającą się nie z naturalizowanych judoków – a z osób faktycznie uprawiających sambo. To była piękna historia i niesamowite, bardzo obciążające doświadczenie. Setki zadań, rozpisanych na karteczkach – nie było wtedy jeszcze programu trello. I to kosmiczne tempo realizacji zadań, tempo, bez którego nie zdążyłbym załatwić mnóstwa formalności. Przygotować flagę narodową, nagrać hymn narodowy na płytę CD, badania lekarza medycyny sportowej, wnioski wizowe… 

Nie było nas stać na hotele proponowane przez organizatorów. Wynająłem więc mieszkanie w Brześciu. 4 pokojowe mieszkanie. Zapłaciłem za cały miesiąc. Wyszło kilkanaście razy taniej niż proponowana opcja hotelowa. Nawet w tej chwili piszę i nie wierzę. Pamiętam to, z jaką łatwością mi to wszystko przychodziło. 

Gdybym wtedy był nieco zdrowszy, miał koło siebie kogoś, kto pomógłby mi poukładać pewne sprawy w moim życiu – moje loty w kosmos stałyby się realnością już teraz. Ja po prostu nie poradziłem sobie z emocjami. Na szczęście moje loty i marzenia urzeczywistnią się już niebawem, trochę czasu mi to zajęło - ale już jestem na dobrej ścieżce!

Co było jeszcze później? Nic. Nie stworzyliśmy żadnych struktur sambo. Mój trener okazał się bardzo słabym człowiekiem, który nie był zdolny stworzyć nic. A ja straciłem motywację aby za niego wszystko robić. Po wielu latach otworzyłem własny klub sportowy – https://kavkaz.pl , który prowadzę absolutnie bez kompromisów, treningi odbywają się codziennie, trenują w nim zawodnicy gotowi walczyć o najwyższe cele sportowe, włącznie z Igrzyskami Olimpijskimi – w zakresie zapasów w stylu wolnym. Ale już wkrótce zawitać ma w naszym klubie na stałe dotychczasowy trener kadry U23 Rosji w judo, również doświadczony sambista. Bez kompromisów! Klub ubiega się o finansowanie, ale pierwsze półtora roku finansowany był z mojej własnej kieszeni. Sam stałem się instruktorem zapasów, trenerem przygotowania fizycznego i głównym źródłem energii, motywacji. Dumnie ze mną klub prowadzi trener Deni Arsaev – doświadczony zapaśnik czeczeński, trenujący lata w Dagestanie, Hasawjurcie – kolebce zapasów. 

A dzisiaj – w trakcie pisania tego artykułu właśnie wysłałem wiadomość w imieniu mojego klubu, w sprawie rejestracji w strukturach już istniejącego Polskiego Związku Sambo – w międzyczasie w końcu związek powstał – zawiązany przez polskie kluby rzeczywiście związane z dyscypliną sambo. 


Tylko umiejętna i twórcza realizacja setek, tysięcy małych zadań prowadzi do sukcesów. Tylko tak! Sprytnie, szybko, twórczo. 


Odważnie!


W zasadzie punkt ten pokrywa się ze skutecznie. A jednak wydzielam. Nie ma powodu, dla którego powinniśmy lękać się realizacji zadania stawianego przed nami. Nie ma takiego powodu i kwestią jedynie treningu mentalnego i praktyki jest to, abyśmy kompletnie nie bali się realizować najtrudniejszych, najbardziej skomplikowanych oraz wzbudzających nasz niepokój zadań! O tym jak się nie bać poświęcę oddzielny artykuł. Natomiast warto zwrócić uwagę, że jeśli stoi przed nami misja, w którą głęboko wierzymy – to znaczy naszym działaniom towarzyszą ważne wartości – to gotowi jesteśmy na wiele, na znacznie więcej niż w przypadku zwykłej pracy. O tym pisałem m.in. w artykule poświęconemu rekrutacji. 

 

Równolegle


Wiele zadań trwa w czasie. Bardzo często warto uruchomić dany proces i równolegle pracować nad kolejnym zadaniem. Umiejętność uruchomienia licznych procesów i nadzoru nad ich przebiegiem będzie miało kolosalny wpływ na naszą skuteczność. Bardzo pomocna jest praca na odpowiednim systemie. Ale teraz przypominam sobie, że i bez systemu potrafiłem działać bardzo skutecznie – rozpisując zdania na kartkach. Niekiedy odświeżałem te listy pisząc zadania jeszcze raz – z pominięciem tych wykreślonych. Czyli w zasadzie to już był taki kartkowy kanban. Ale mój. Nie ważne! Ważne, że działało, że ja działałem, że wszystko się działo w zawrotnym tempie. 


Delegując część zadań w sposób mądry, podział zadań w zespole


To nie do końca jest poradnik dla kogoś na pozycji zarządzającego. To poradnik dla moich orłów z Armii Marzeń, realizujących setki zadań, jakie przed nimi stawiam ja, albo ktoś do tego uprawniony, albo oni sami przed sobą – będąc w realizacji wielkich projektów. Dlatego porady pt. deleguj zadania aby oszczędzić swój czas – są nie do końca na miejscu w tym przypadku. Natomiast warto zdecydowanie oddać te zadania, w których ktoś inny może okazać się skuteczniejszy niż my, np. ze względu na lepszą znajomość danej branży. Warto umieć ocenić nasze możliwości i wybrać dla siebie te zadania, które są nam najbliższe i zrealizujemy je szybko i sprawnie. Jeśli faktycznie oddelegowaliśmy jakieś nasze zadanie, koniecznie sprawdźmy w jaki sposób zostało ono zrealizowane. 

 

Bez skrajnych emocji


O tym już poświęciłem bardzo dużo uwagi w moich innych tekstach publikowanych na efirze7. Idąc po cel nie możemy popadać w skrajne emocji – ani te wysokie, ani niskie. Robimy swoje, mamy świadomość misji i idziemy mocno przed siebie. Zatracanie się w emocjach może okazać się dla nas niszczące i obniży naszą skuteczność. Niezależnie od tego czy odnosimy sukces, czy ponosimy porażkę – reagujmy spokojnie. Jeśli sukces – to dobrze, wyciągamy wnioski i idziemy dalej. Jeśli porażka – to dobrze, wyciągamy jeszcze więcej wniosków, spisujemy szczegółowy raport i idziemy dalej! Przed nami cel, który musimy osiągnąć. 

 

Z analizą błędów - wyciągając wnioski


Każda pomyłka, jeśli nie zostanie przekuta na sukces – jest sytuacją kompletnie przegraną. Błędy są konieczne, niezbędne i normalne. Ale tylko wtedy, gdy stanowią naukę. Wnioski należy spisać – zwłaszcza w przypadku pracy zespołowej. Znacznie lepiej próbować i popełniać błędy niż stać w miejscu i nic nie robić! 


Ze świadomością niesionej misji


Popadanie w rutynę może być niszczące dla nas, może ograniczać naszą motywację – dlatego warto po pierwsze posiadać świadomość naszego dużego celu i przypominać sobie o nim od czasu do czasu. Oczywiście postawienie takiego celu przed zespołem jest zadaniem osoby zarządzającej. W pewnym stopniu opisywałem to zagadnienie w moim artykule dedykowanemu rekrutacji. Pisałem o tworzeniu społeczności, o tym jak tworzy się ona wokół wspólnego celu. Warto o tym pamiętać, pamiętać o celach, o tym z jakiego powodu jesteśmy i działamy w danej organizacji. Bez tych emocji nie damy rady, nie pociągniemy na dłuższą metę, zmęczymy się tylko, znudzimy i opadniemy z sił. W codziennej rutynie. 
 


Zjednując sobie ludzi, współpracując


Na drodze do realizacji naszych zadań spotkamy masę ludzi. Nasze umiejętności interpersonalne, komunikacyjne, negocjacyjne mogą okazać się strategiczne. Temu zagadnieniu można i należy poświęcić nie jeden artykuł a wiele, mogę i książkę o tym napisać. I również nie jedną. W tym artykule jedynie zasygnalizuję pewne kwestie. Nasze doskonałe umiejętności komunikacyjne są tak samo potrzebne wewnątrz zespołu jak również przy współpracy z napotkanymi ludźmi. Nawet kontakt z urzędem wiąże się z tym, że spokojnie człowieka z którym rozmawiamy, powoli, delikatnie, konsekwentnie wysyłamy do jego przełożonego w celu załatwienia sprawy NATYCHMIAST, gdyż bardzo, ale to bardzo zależy nam na czasie. Sytuacją idealną jest taka, w której mamy swoich ludzi i doskonałe relacje w tych instytucjach, z którymi mamy stałą współpracę. A jeszcze lepiej jeśli mamy zasygnalizowane wspólne cele z osobami, pracującymi w organizacjach, np. w związku sportowym, w ramach którego działamy. 


Rozpoznając zagrożenia, ograniczenia i eliminując je!


Każda przeszkoda, problem jaki napotkamy na naszej drodze to jedynie mniejsze, czy większe wyzwanie. Naszym celem jest realizacja zadania. W zasadzie nie ma sensu się rozpisywać. Patrz pierwszy punkt – skutecznie i bez wymówek! Po prostu musimy skruszyć każdy mur, który stanie na naszej drodze. 


Opisując je w trakcie realizacji i po ich zakończeniu


Każde zadanie musi być opisywane w trakcie jego trwania i zwłaszcza po ukończeniu. Dwa powody. Pierwszy – inni członkowie zespołu mogą zorientować się na jakim etapie realizacji jest dane zadanie, po ukończeniu mogą zapoznać się z wynikiem pracy. Drugi – wszelkie notatki w ogromnym stopniu wpływają na naszą świadomość, są pomocne w ułożeniu własnych myśli. 


Priorytetyzacja zadań 


Moim zdaniem jedyna sensowna priorytetyzacja zadań dotyczy tylko tych, które są po prostu pilne z różnych względów, np. kończących się terminów. Zadania takie muszą być wydzielone w odpowiedni sposób. W przypadku systemu kanban – polecam wydzielić dla nich osobną kolumnę. Moim zdaniem nie ma sensu koncentrować się na problemie priorytetyzacji zadań. Wszystkie są ważne i wszystkie trzeba zrealizować. Zespół musi być na tyle silny, aby był w stanie wszystkie zadania realizować na bieżąco. A jeśli brakuje zadań – trzeba umieć samodzielnie opracowywać nowe, z własnej inicjatywy!


Myślenie krytyczne


Ponownie odsyłam do mojego artykułu o radykalnym podnoszeniu jakości myślenia. Żadnej informacji nigdy nie możemy być pewni. Każdą informację musimy wielokrotnie i na różne sposoby sprawdzić. Każdą informację musimy kwestionować. Poczytajcie o tym. Ja też o tym piszę. Poczytajcie o dialektyce. 


System do zarządzania zadaniami 


Niezależnie czy działając samodzielnie, czy w pracy zespołowej warto korzystać z systemu do zarządzania zadaniami. Ja polecam kanban i np. program trello, który jest w większości przypadków jest całkowicie darmowy i naprawdę dobrze zbudowany. 

 

Twórzcie własne zadania w trakcie!


Przy okazji realizacji danego zadania może powstać mnóstwo problemów i kolejnych zadań, jakie trzeba będzie wykonać aby uzyskać zamierzony efekt. Wszystkie takie zadania wpisujcie do systemu i działajcie! 

 

Zaradność!


Nikogo nie interesują wasze ułomności, wasze problemy osobiste, wasze lęki, bariery językowe, wasze tłumaczenia, wymówki. To nie ma sensu. Z tym też trzeba sobie poradzić. 


Do boju! Nie ma czasu do stracenia! 

Pracujcie. Działajcie skutecznie.

 

Iwo Czerniawski

 

Napisz komentarz (bez rejestracji)